Nazwa użytkownika   Hasło   Pamiętaj mnie     Przypomnieć login?   Zarejestruj się  

Wyszukaj w portalu

Submit to FacebookSubmit to Google PlusSubmit to TwitterSubmit to LinkedIn
 


Polska na rowerze w szczególności przez wschodnią ścianę

Paweł Mielczarek


„Podróżować, doznawać wrażeń i uczyć się – to znaczy żyć”
„Człowiek Everestu Tenzing” opracował James Ullman

Cytat ten stosować można w jakiejkolwiek wycieczce, podróży czy wyprawie. Pomysł mojej wyprawy na rowerze zrodził się po udanym wejściu na Rysy z poziomu morza. Po tym wypadzie wiedziałem, że nie ma żadnych ograniczeń dla wymyślonego celu podróży z użyciem tego środka transportu. Ruszyłem więc użytkowanym na co dzień stalowym rowerem górskim, ważącym z codziennym osprzętem 18.1kg, dodatkowo zaopatrzonym w juki, jak określiła sakwy spotkana kobieta gdzieś pośrodku wschodniej granicy. Zaplanowałem poruszać się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, mniej więcej po trasie wyznaczonej przez PTTK – zwaną rajdem kolarskim dookoła Polski. PTTK stworzyło specjalny regulamin jej pokonywania który wszedł w życie 1-go lipca 1978r. Mimo braku zainteresowania jego regułami uważam, że miejscowości przez które poprowadzono dużą pętlę są bardzo dobrym wyznacznikiem turystycznym. Na każdym kilometrze nie brak atrakcji wizualnych czy kulturalnych i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.



Celem była wyprawa dookoła Polski w 24dni, niestety nie całkiem zrealizowana. Piedestałem poznanie ściany wschodniej, której wcześniej nie znałem. Samotnie wystartowałem z Żywca posuwając się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, by zakończyć w Szczecinie. Przez 20 dni przejechałem blisko 2650km. Już w pierwszych dniach pedałowania samo zrealizowanie celu jako takiego przestało mnie interesować. Zastając na swej drodze zbyt wiele do zobaczenia wiedziałem, że nie ma on najmniejszego znaczenia. Najważniejszym okazało się doświadczanie wszystkiego co przyniosła droga. Na pewno umknęło mi przy tym wiele atrakcji, lecz warto było porzucić mrzonki na rzecz poznanego. Niezapomniane doznania przynoszą ludzie i same spotkania z nimi. Poznawanie kultury i tradycji w ten sposób jest najlepszą lekcją jakiej można doświadczyć. Po niej, przysłowie „Cudze chwalicie, swego nie znacie” nabrało całkiem realnego znaczenia.
Zamierzałem nocować jak najwięcej na dziko a nie spałem tak ani razu. Na ścianie wschodniej często rozbijałem namiot na posesji dopiero co poznanych mieszkańców. Chyba się nie zdarzyło by ktoś mi odmówił pomocy prócz przełomu Bugu. Pytając o pole namiotowe zazwyczaj nikt nie umiał wskazać takiego obiektu i zapraszał mnie wówczas na noc u siebie. Niestety Okolice od Janowa Podlaskiego po Białowieżę są bardzo drogie jeśli chce się wynająć kwaterę. Szczególnie ceny drugiej wskazanej miejscowości są bardzo wygórowane. Z takimi spotkałem się jeszcze tylko w Węgorzewie, Fromborku i Świnoujściu. Nawet na Pomorzu zdarzało mi się spać u kogoś za darmo.
Przejażdżka przed wschód przypomniała mi moje dziecięce lata wakacyjne spędzane u dziadków na wsi w Wielkopolsce. Jakbym się przeniósł z powrotem w czasie. Ciche przestrzenie rolne i spowolniony tryb życia, zwłaszcza w porównaniu z tym codziennym zgiełkiem miejskim w jakim mieszkam i pracuję. No i te przepiękne cerkwie temu towarzyszące.

Cerkiew w Liskowate

Mogiły z pierwszej wojny, chyba już niestety zapomniane i w miejscach mało odwiedzanych jak choćby w Roztoczańskich lasach.

jedna z dróg na Roztoczu


Zagładę z II wojny światowej obrazują obozy koncentracyjne jak choćby w Bełżcu, Sobiborze, Sztutowie. Chyba, każdy zwiedzający nie opuszcza tych miejsc obojętnie i bez przemyśleń. Pozostałości po dziejach wojennych (prawa górna część Polski) czyli Mamerki – kwatera główna, Wilczy Szaniec - siedziba Hitlera, są i powinny być przestrogą dla pokoleń. Okoliczne mosty kolejowe Stańczyki pokazują, że dla myśli człowieka nic nie jest niemożliwe, choć bywa z tym różnie.

Mamerki

Od Węgorzewa na zachód to lekcja historii panowania rycerzy z przepięknymi dziś zabytkowymi zamkami.

Lidzbark Warmiński

Zatem co dokładnie warto zobaczyć, zwiedzić, gdzie spędzić urlop lub kilka dni? – nieważne gdzie, byle tu w Polsce ale za każdym razem w innym miejscu.

Na początek Beskid Żywiecki skąd startowałem. Górskich wędrówek chyba nikomu nie trzeba reklamować, a poza nimi w stronę wschodnią warto zaglądnąć do orawskiego parku etnograficznego w Zubrzycy Górnej. Terenów Zakopanego nie będę tu opisywać, gdyż to temat rzeka i dobrze znany turystycznie. Jednak jeśli ktoś lubi spokój to okolice Białki Tatrzańskiej na pewno mu się spodobają, szczególnie dalej nad zalewem Czorsztyńskim.

W Niedzicy warto spędzić dzień spacerując po tamie z widokiem na dwa zamki. Do tego po drugiej stronie, czyli do Czorsztyna jest potężny podjazd, za to z przepięknymi widokami na Tatry. Do zamku w Niedzicy nie wchodziłem ze względu na tłumy go oblegające i polecenie przez spotkaną przewodniczkę tego drugiego, jako większej atrakcji. Rzeczywiście z Czorsztyna są lepsze widoki na sztuczny zalew zasilający tamę elektrowni, którą można zwiedzić. Sam zamek warto zwiedzić i spędzić w tych okolicach więcej niż jeden dzień zaglądając do Krościenka i dalej do otoczonych górami miejscowości. Ponieważ przeszedłem pieszo większość tych terenów, dalej przejechałem przez Stary Sącz do Piwnicznej ciesząc się raczej widokami, przerywając podróż tylko na posiłki. Tak było np. w Starym Sączu gdzie na pięknym rynku zjadłem kolację wieczorową porą. Z Piwnicznej-Zdrój wężowatą trasą do Krynicy Zdrój jechałem po raz pierwszy, zachwycony jej pięknym otoczeniem. Dolina dostarcza widoków spotykanych w Alpejskich szlakach komunikacyjnych. Choć złaziłem większość gór naszego kraju nie sądziłem, że podobne tereny się u nas znajdują. Jechałem z tak zwanym bananem na ustach. W Krynicy Zdrój między starą i nową pijalnią wód zdrojowych, tłumy kuracjuszy lansowały się w ciepłym słońcu tym bardziej, że było to niedzielne przedpołudnie. Tego dnia wylądowałem w Dukli gdzie biwakowałem na terenach klasztoru OO. Bernardynów – Sanktuarium św. Jana z Dukli, które oczywiście jest celem pielgrzymów i warto tu zajrzeć. Po drodze warto zwiedzić spotykane cerkwie Łemkowskie. Szczególnie w Bereście jest świeżo odrestaurowany ikonostas, a sama cerkiew uznawana za jedną z najładniejszych w Beskidzie Niskim. W Grybowie tubylcy nie potrafili polecić wartych zobaczenia zabytków ale mimo to trafiłem na ciekawy rynek, na którego końcu zajrzałem do neogotyckiego kościoła p.w. św. Katarzyny. Zaciekawiła mnie także nietypowa budowla mostowa, gdyż podobnej nie zdarzyło mi się jeszcze widzieć. Nie był to zabytek lecz ciekawe rozwiązanie konstrukcyjne.

Nad Bieszczadami też się nie będę rozwodził bo są już znane. Wieczór i nocleg spędziłem w schronisku Kremenaros; tu chyba był najlepszy klimat podczas całej wycieczki, niezmącony awanturami i pijaństwem spotkanym na kilku polach namiotowych. Po drodze z Dukli do Ustrzyk G. warto zaglądnąć do wszystkich cerkwi jakie się spotka. Jeśli nocuje się w Cisnej, warto spędzić wieczór w sławnej knajpie Siekierezada, ale pewnie już to wiecie.
Podobno przygoda zaczyna się wówczas gdy przytrafia się nieprzewidziane, gdy wszystko nie trzyma się planu, gdy ton nadaje samo przypadkowe. W schronisku poznałem trójkę chłopaków którzy jechali po drugiej stronie gór przez Słowację. W ciągu tych samych czterech dni jechali w ciągłym deszczu. Rano następnego dnia jeden z nich pożyczył mi dobrą teleskopową pompkę, którą dopompowałem tylne koło. Wydawało mi się już od pewnego czasu, że spadło mi w nim ciśnienie a po drodze nie znalazłem stacji benzynowej z kompresorem. Uważaj bo opona rozsadzi ci felgę! - ostrzegali podczas pompowania. Pożegnaliśmy się i popędziłem w stronę Przemyśla. Od tego miejsca trasa po Frombork była dla mnie białą plamą, wcześniej nie znaną. Odcinek Ustrzyki G. - Przemyśl, ładny, trochę podjazdów ale już nie takich jak w górach. Zwiedziłem wiele cerkwi. Na tematy życiowe pogawędziłem z tubylcem w Rabe. W Liskowate spotkałem polaków mieszkających w Niemczech, bardzo narzekających na stan naszych dróg, a przecież tyle się u nas ostatnio na nich działo przed Euro. W Ustrzykach Dolnych zjadłem najlepszego zrazowego w życiu. Nawet moja mama nie robi takiego, o żonie nie mówiąc - Bieszczadzkie pod sosnami. Ogólnie większość znajomych uważa Bieszczady za dzikie. Jadąc z Ustrzyk D. przez Krościenko do Kuźminy można dopiero coś na ten temat powiedzieć. Niestety Bieszczadzkie miejscowości stały się już kurortami i są oblegane przez letników. W samej Kuźminie zauważyłem dziwne zachowanie manetki hamulca tylnego. Jakby pulsowała podczas hamowania. Nie od razu zdałem sobie sprawę co się stało. Spokojnie sobie jeszcze obejrzałem przykościelny cmentarzyk. Podczas sporego podjazdu w stronę Przemyśla zmuszony zatrzymać się na łyk napoju odkryłem, że pękła felga. Przez pewien czas tak jechałem od wsi do wsi szukając sklepu bądź serwisu, ale żadnych takich na tej trasie nie było. Takie piękne zjazdy a ja powolutku, by się zbytnio nie rozpędzić wyhamowywałem przednim kołem. Po drodze rozpiąłem całkowicie szczęki bo już coraz mocniej tarły o oponę. Zwiedziłem jeszcze Krasiczyn, co prawda z zewnątrz bo sam obiekt był już zamknięty. Przechadzka po ogrodach zamkowych także była/jest warta zachodu. Z awarią dojechałem 40km do Przemyśla w całkowitych ciemnościach, gdzie przenocowałem na posesji bardzo miłych mieszkańców. Do północy rozmawialiśmy przy mocnym samogonie, który podobno jakaś wieś próbowała zalegalizować podobnie do oscypka. Starszy sąsiad opowiadał, jak to za jego młodzieńczych lat także spotykał rowerzystów z dalekich stron kraju.

Krasiczyn

Pozostawiając w serwisie rower spędziłem przedpołudnie zwiedzając Przemyśl do czego serdecznie namawiam. Po wymianie koła dotarłem późnym wieczorem do Horyńca-Zdroju, na Roztocze, gdzie trzeba zobaczyć w pobliskim Radrużu cerkiew zerowej klasy.
Jeśli nie było wyjścia, co 3 dni wynajmowałem kwaterę by się dobrze odświeżyć i oprać. W Horyńcu tak właśnie było. Przy okazji znów ciekawi ludzie i ich poglądy. Warto pospacerować po Jarosławcu, w Lubaczowie zaglądnąć do sanktuarium Marii Panny a w samym Horyńcu zrobić bazę wypadową w okolice na kilka dni. W Hrubieszowie, gdzie urodził się Bolesław Prus warto odwiedzić muzeum im. ks.St.Staszica.

muzeum w Hrubieszowie

eksponat muzeum

Po drodze koniecznie trzeba zobaczyć były obóz zagłady w Bełżcu a wcześniej odwiedzić Stare Brusno. Cmentarz z nagrobkami ręki tych samych rzeźbiarzy, których prace znajdują się na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Niestety wg mieszkańców ładniejsze rzeźby zostały rozkradzione a te, które pozostały są mocno zniszczone.

Stare Brusno

Planując objechanie Polski zakładałem pokonywanie około 150km dziennie. Do tej pory przebyte odcinki wahały się w okolicach 130km. Wedle założenia miałem do nadrobienia 140km. Im dalej się jednak posuwałem, tym więcej było do zobaczenia i zaczęło mnie to coraz mniej obchodzić. Nad jeziorem Białym, przeżyłem jedną z najgorszych nocy podczas wyjazdu. Spałem na polu namiotowym gdzie działy się iście pijackie sceny, niestety spotkane jeszcze w Węgorzewie. Po drodze trzeba odwiedzić były obóz koncentracyjny w Sobiborze, w którym pod koniec wakacji 2012 r., trwały prace wykopaliskowe mające na celu stwierdzenie dokładnego umiejscowienia baraków. Obecny budynek muzeum zostanie rozebrany a za nim powstanie nowy obiekt go zastępujący. Ślady mordu są na łące wokół symbolicznego kopca. W próbkach odwiertowych stwierdzono popioły ludzkie znajdujące się już 10cm pod powierzchnią ziemi i sięgają na głębokość 4,5m. Na samym spodzie prawdopodobnie są ciała przysypane wapnem, gdyż w próbkach znajdowano włosy ludzkie.

By nie zanudzić czytelnika wskażę co przynajmniej warto zobaczyć po drodze do Szczecina, gdzie zakończyłem wyprawę.
Klasztor św. Onufrego w Jabłecznej;

Jabłeczna

Sanktuarium i Kalwaria w Kodniu;

Kodeń

jedyne w Polsce sanktuarium Unitów Podlaskich w Kostomłotach; sanktuarium w Pratulinie; stadnina koni w Janowie Podlaskim; Kalwaria w Serpelicach; Grabarka;

Grabarka

skansen i szlak dębów w Białowieży;

Białowieża - skansen

meczet tatarski w Kruszynianach oraz tatarskie jadło w jurcie (w domu kawę pijam od tej pory tylko po tatarsku tj. z kardamonem i cynamonem);

Kruszyniany - w meczecie

Krynki; kościół pw. św. Antoniego Padewskiego w Sokółce - w którym znajduje się cudowna hostia; sanktuarium w Różanym Stoku, sanktuarium w Studziennej; klasztor Kamedułów w Wigrach;

Wigry

Punkt widokowy u Pana Tadeusza w Smolnikach; Stańczyki; Mamerki; Park Miniatur w Gierłoży; Wilczy Szaniec - koniecznie z przewodnikiem; piękne sanktuarium w Świętej Lipce; zamek w Reszlu; sanktuarium w Stoczku Klasztornym gdzie przetrzymywano kard. S. Wyszyńskiego; zamek w Lidzbarku Warmińskim; wzgórze katedralne w Fromborku;

Frombork

obóz koncentracyjny Stutthof; skansen w Klukach – koniecznie;

Kluki - skansen

wystawa w skansenie - Kluki

Fort zachodni i latarnia Świnoujściu; muzeum regionalne w Wolinie.

Zachwycamy się Europą zachodnią, Afryką, wszystkim poza naszymi granicami. Po tej wycieczce zmuszony jestem stwierdzić prawdziwość przysłowia: "Cudze chwalicie, swego nie znacie".

W Szczecinie dane mi było gościć u poznanych zapaleńców rowerowych, państwa Miłoszewskich. Marek z synem Mateuszem ostatniego roku pojechali rowerami na Olimpiadę do Londynu.

W Sarbinowie dotarła do mnie waga pytania zadanego w rozmowie telefonicznej z mym synem: „Kiedy wrócisz tato?”. 21 dnia wyprawy wróciłem do domu po przejechaniu 2655km, poznaniu nieznanej mi części Polski, bogatszy o nowe doznania i znajomości.

Różnorodność naszego kraju zbyt szybko zanika i co dla mnie najdziwniejsze na wschodniej ścianie rosyjski dialekt jest już rzadkością.

Cała wyprawa kosztowała mnie ok. 1000zł; jak nigdzie dotąd zwiedziłem wszystko co było na mojej drodze do zobaczenia.

Za nim twój palec wskaże jakiś punkt na mapie świata, zastanów się - czy na pewno wiesz gdzie mieszkasz?


Paweł Mielczarek
Tatry i nie tylko - Fotogaleria Pirza
pirzu.prv.pl

podziemia

podziemia

miasta

miasta

zamki i pałace

zamki i palace

skanseny

skanseny

parowozownie

parowozownie

muzea

muzea

miejsca wyjątkowe

miejsca wyjatkowe

forty i twierdze

forty i twierdze

zabytki sakralne

zabytki sakralne

Woda

spływy kajakowe

splywy kajakowe

polecane rejsy

polecane rejsy

imprezy

imprezy wodniakow2

Żaglowce

zlot zaglowcow

Góry

rajdy, zloty

rajdy i zloty

imprezy górskie

imprezy gorskie

szkolenia

szkolenia porady

testy sprzętu

testy sprzetu

przewodnicy

baza przewodnikow

schroniska

schroniska gorskie

fotorelacje

fotorelacje

wyprawy

wyprawy

serwisy pogodowe

komunikaty GOPR, TOPR

mapy Tatr online

Małopolska Gościnna

MAŁOPOLSKIM SZLAKIEM ZAMKÓW, SKANSENÓW I PODZIEMI TURYSTYCZNYCH
 
 
 
 
 
 

Wyprawy pod naszym patronatem



Klubpodroznikow.com wykorzystuje pliki cookies w celach prawidłowego funkcjonowania serwisu. Jeżeli nie wyrażasz na to zgody możesz opuścić tę stronę lub wyłączyć ciasteczka (tutaj dowiesz się jak to zrobić).

Aleja Podróżników, Odkrywców i Zdobywców

 
 

Polecamy

 
 

 

Odwiedza nas 97 gości oraz 0 użytkowników.