Mateusz Waligóra - Od Pustyni Gobi po Tatry

Mateusz Waligóra - Od Pustyni Gobi po Tatry

Mateusz Waligóra - Od Pustyni Gobi po Tatry

 

   Mateusz Waligóra – polski podróżnik specjalizujący się w wyprawach ekstremalnych, dziennikarz, fotograf i przewodnik. Jako pierwszy człowiek w historii przeszedł samotnie i bez wsparcia z zewnątrz mongolską część Pustyni Gobi. Na co dzień pracuje jako stały współpracownik National Geographic Traveler oraz przewodnik wypraw trekkingowych na kilku kontynentach.

 

Albin Marciniak Mateusz Waligóra

Albin Marciniak i Mateusz Waligóra

 

 

Albin Marciniak:
Twoimi dokonaniami i zajęciami można by obdzielić kilka osób.
Masz na swoim koncie wiele samotnych przejść długodystansowych jak choćby przejście Pustyni Gobi czy Szlak Wisły. Z którego projektu jesteś najbardziej zadowolony czy wręcz dumny?

 

 

Mateusz Waligóra:

Tak, do tego dochodzi zakończone niedawno przejście Grenlandii. Tak naprawdę ciężko wybrać ale na pewno wyprawa która była dla mnie w jakimś sensie przełomem, to było przejście Pustyni Gobi. Przełomowa była w tym sensie że tam nie było gotowych rozwiązań. Jednymi słowy aby przejść Pustynię Gobi trzeba było wymyślić na przykład ten wózek, przetestować go bo od niego zależało nie tylko powodzenie wyprawy ale także i moje zdrowie, bo ja na nim ciągnąłem m.in. całe zapasy wody. Inne osoby które wcześniej próbowały przejść Pustynię Gobi niechętnie dzieliły się informacjami na ten temat.

       
A.M.
Ale próbowały czy przeszły ?


M.W.
Były osoby które próbowały ale im się to nie powiodło i to byli soliści. Były też osoby którym to się udało, ale zawsze szły w grupach albo z pomocą samochodów które wyszukiwały im drogę i dowoziły wodę. Pustynię Gobi przeszedł choćby Reinhold Messner. Po części przeszedł a po części przejechał z Nomadami, po czym stwierdził że pustynia jest tak ogromna że samotna osoba nie da rady jej przejść.


A.M.
Ty natomiast udowodniłeś Messnerowi że jednak się da...



M.W.
Myślę że wiele osób się zdziwiło, że mi się powiodło. Ja też szukam odpowiedzi na pytanie dlaczego to się udało, a wydaje mi się że klucz do sukcesu był w bardzo skrupulatnych przygotowaniach które trwały ponad trzy lata, w całym doświadczeniu które zbierałem na pustyniach i na innych wyprawach które mnie do tego wszystkiego przygotowywały. Mogę więc powiedzieć że to przejście samotne Mongolskiej Gobi, to było trochę takim ukoronowaniem tych moich pustynnych doświadczeń.


A.M.
Czy po przejściu Gobi nie miałeś takiej pustki w głowie jaką mają himalaiści po zdobyciu korony Karakorum i Himalajów, i co dalej? Po zamknięciu całego dużego projektu jakim była Gobi?


M.W.
Nie, nie odczułem takiej pustki bo ja już w głowie miałem kolejny plan. Chciałem przejść Australię przez jej pustynne centrum, natomiast ta wyprawa się nie odbyła. Została odwołana na dwa miesiące przed wyruszeniem przez pandemię która wybuchła w 2020 roku. Wyprawy jednak nie zaniechałem a przełożyłem w czasie.
Wiesz, ja mam bardzo dużo planów, swoich celów i marzeń jeszcze z dzieciństwa które chciałbym zrealizować i jakoś mam je poukładane w głowie.
Kiedy tak myślałem co chciałbym zrobić po udanym bądź nieudanym przejściu Australii, to w głowie tkwiły mi pustynie lodowe, czyli przejście Grenlandii i dojście samotne na Biegun Południowy. Rzeczywistość w ostatnich latach zmieniała się bardzo mocno i w tej rzeczywistości okazało się że najpierw przeszedłem Grenlandię i wcześniej podejmę próbę dojścia do Bieguna Południowego a dopiero potem wrócę do pomysłu przejścia Australii. Część sprzętu jest gotowa. Wtedy miałem już nawet rozesłane depozyty z jedzeniem w buszu a na szczęście jakoś udało się to pozbierać.

 

 

Mateusz Waligóra foto Albin Marciniak

Mateusz Waligóra wchodzi na teren TPN foto Albin Marciniak

 



A.M.
Mówimy o tych dużych wyprawach ale nagle spotykamy się nie na wielkiej pustyni, nie na wielkim lodowcu, nie na Grenlandii, ale spotykamy się w Tatrach w schronisku w Pięciu Stawach.


M.W.

No tak. Zacząłem o tej Gobi ale nie była to najtrudniejsza wyprawa którą zrobiłem w swoim życiu, bo dużo trudniejsze było przejechanie takiego szlaku Canning Stock Route przez cztery pustynie w Australii.
Tak jak wiele osób podróżujących mówi że pandemia zmieniła ich życie i mówi o tym w kontekście raczej negatywnym, tak dla mnie pandemia zmieniła moje życie na lepsze. Ja nie mogąc udać się do Australii poczułem się nieprawdopodobnie sfrustrowany i w ciągu kilku tygodni wymyśliłem, że skoro nie mogę przejść Australii to spróbuję przejść Polskę wzdłuż Wisły w 2020 r. Nagle okazało się że ja nad tą Wisłą przeżywałem dokładnie te same emocje których doświadczałem w trakcie wszystkich poprzednich wypraw, czy to rowerem przez Australię, czy przejście Gobi, czy półtora roku spędzony w Ameryce Południowej na rowerach z moją żona.    


A.M.
Czyli jednak nie samotnie, ale wciągnąłeś w to żonę.


M.W.
Nie, to ona mnie wciągnęła. Wiesz, może się to wydawać takim stereotypowym patrzeniem że jest Pan podróżnik i jego żona która na niego wiernie czeka. U nas to jest zupełnie inna sytuacja bo to moja żona pokazała mi że na rowerze możesz pojechać nie tylko do sklepu czy jeździć nim po mieście, ale tak naprawdę możesz nim dojechać w dowolne miejsce na świecie. To moja żona zabrała mnie w pierwszą podróż rowerową i była to wyprawa przez Kubę. Po powrocie z Kuby już wiedzieliśmy że chcemy na rowerach pojechać dookoła świata. Daliśmy sobie na to dwa lata ale po ponad roku spędzonym w Andach oboje uznaliśmy, że jechanie dookoła świata tylko po to żeby zrobić pętlę i zrobić to jak najszybciej bo mamy na to dwa lata było bez sensu i skupiliśmy się na Ameryce Południowej w której się zakochałem.    
Wrócę jeszcze do tej pandemii i Szlaku Wisły. To była wyprawa która sprawiła że ja przykładam coraz mniejszą rolę do miejsca przez które się poruszam a coraz większe ma dla mnie znaczenie sam akt wędrowania, do tego że moje ciało jest w ruchu. Wisła mi to uświadomiła.
 
 
 
Mateusz Waligóra 2



A.M.
Czyli że przyjmujesz po części taką filozofię Marka Kamińskiego, gdzie on także wędrując, wędruje w głąb siebie.


M.W.
Wiesz, ja często jestem porównywany do Marka Kamińskiego i początkowo to było dla mnie nobilitujące natomiast teraz sprawia mi pewne kłopoty.

   
A.M.
Zrobiłeś już na tyle dużo że chciał byś być oddzielany od Marka ?


M.W.
Myślę że bardzo sprawnie pracowałem na to żeby wytyczyć swoją drogę. Oczywiście po przejściu Grenlandii i po Biegunie jaki planuję, nawiązania do Marka będą bardzo naturalne i będą same się nasuwać. My się z Markiem znamy i rzeczywiście robiliśmy rzeczy podobne. Marek przepłynął Wisłę kajakiem a ja Wisłę przeszedłem z buta. Może to właśnie wynika z natury, może mamy podobne introwertyczne charaktery i dobrze czujemy się w miejscach w których nie ma zbyt dużej ilości ludzi i w których możemy, jak ja często powtarzam, nie tyle wędrować w jeden z czterech kierunków świata ale ruszamy w piątą stronę. Stronę której nie ma na żadnym kompasie a która jest w nas i chyba na Wiśle to zrozumiałem.
Wiesz, Pustynia Gobi mocno zaspokoiła moje potrzeby czysto egoistyczne. Zrobiłem coś co się nie udało dotychczas nikomu przede mną a podjęto wiele prób. Udowodniłem sobie, czy może bardziej, zdałem sobie sprawę z tego że zrobiłem coś co było w pewnym sensie przełomowe a to tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Gdzieś tam we mnie karmienia tego ego, żeby zrobić coś jako pierwszy albo jako najszybszy czy najwyżej, to we mnie powoli wygasa. Gdyby udało mi się dojść do Bieguna Południowego to byłbym czwartą osobą z Polski która dokonała tego w takim stylu. Jeżeli jesteś czwarty to stajesz się częścią statystyki, natomiast nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia bo jest to wyprawa o jakiej marzyłem od dziecka. Jeszcze zanim Marek Kamiński z Wojtkiem Moskalem doszli na Biegun Północny, to ja jako dziecko inspirowany książkami i wyprawach polarnych, już marzyłem o tym że chciałbym do Bieguna kiedyś dojść. Na "Wiśle" zrozumiałem że miejsce przez które się poruszam traci znaczenie i że tutaj w Polsce z zaprożu (tuż za progiem domu) możemy przeżyć takie same przygody jakie przeżywałem w Ameryce Południowej czy na Alasce i to było oczyszczające. Także wówczas po dojściu do ujścia Wisły do Bałtyku zrozumiałem że w kolejnym roku także nie pojadę na jakąś trudną, wymagającą wyprawę, tylko będę chciał pójść wzdłuż tego Bałtyku. Co bardzo charakterystyczne my, a mówię my, bo to ja idę i robię to na czym znam się najlepiej, ale przy "Szlaku Wisły" bo tak nazywała się ta wyprawa i przy "Morskich Opowieściach" czyli przejściu wzdłuż wybrzeża Bałtyku, pracowałem z szeregiem bardzo zdolnych ludzi: z fotografami, z dziennikarzami i staraliśmy się opowiadać historię, rozmawiać z ludźmi i pokazywać nie tyle tę Wisłę później Bałtyk a teraz Tatry z punktu widzenia jakiegoś randomowego typa w australijskim kapeluszu, który idzie i ma jakieś swoje subiektywne spojrzenie na ten miejsca, ale bardziej z punktu widzenia ludzi których spotykałem na swojej drodze. Pytam ich co oni mają do powiedzenia o tych miejscach. Niech przykładem będzie to, że w przypadku Tatr rozmawialiśmy o roli kobiet w Tatrach, o taterniczkach, rozmawialiśmy o hydrologii Tatr.

 

A.M.
Z kim te rozmowy prowadzisz ?    

 

M.W.
Prowadzi je Dariusz Jaroń który jest członkiem zespołu "Tatrzańskich Opowieści". Rozmowa o taterniczkach była prowadzona z Agatą Komosa-Styczeń autorką książki "Taterniczki" natomiast o hydrologii Tatr Darek rozmawiał z Panią Joanną Pociask-Karteczką, naukowczynią z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Darek rozmawiał także z Szymonem Ziobrowskim dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zawsze chcemy rozmawiać z naukowcami, ekologami czyli z ludźmi którzy mają coś ciekawego do powiedzenia.

 

 

A.M.
Czyli że Twoja wizyta w Tatrach nie polegała tylko na przejściu wszystkich szlaków tatrzańskich, lecz w tym jest głębszy cel, większy projekt.

 

 

M.W.
Tak, jakby od początku, już przy samej tej "Wiśle" to było bardzo też orzeźwiające dla mnie.
Wiesz, w 2020 media mówiły o dwóch tematach: o pandemii - co oczywiste a drugim tematem była susza panująca w Polsce. Ja nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego media cały czas mówią o suszy, gdy ja patrząc za okno widzę że tam co jakiś czas leje deszcz. Dopiero wtedy zacząłem drążyć temat i pytać. Dowiedziałem się że jest kilka rodzajów suszy, że ta susza w Polsce jest tak naprawdę suszą postępującą już od wielu lat. I właśnie po to poszedłem wzdłuż tej rzeki. Oczywiście byłem wcześniej w Warszawie, Krakowie i Toruniu, ale nie byłem w Sandomierzu, Kazimierzu Dolnym już nie mówiąc o jakichś wioskach które nad tą Wisłą leżą, więc nie miałem o tej rzece zielonego pojęcia. Nie miałem też pojęcia jak bardzo ona wpłynie na moje życie. Wówczas po raz pierwszy uznałem że pójdę po to, żeby szukać odpowiedzi na te pytania które sam sobie zadawałem i poświęciłem tak dużo czasu aby znaleźć odpowiedzi, bo wiele osób może nie mieć tego czasu żeby szukać odpowiedzi i pomyślą tak samo jak ja - o jakiej suszy oni mówią jeśli tutaj pada deszcz. Wówczas po raz pierwszy uruchomiliśmy taką machinę, pracowaliśmy z Państwowym Instytutem Badawczym i Ochrony Środowiska i korzystając z wiedzy ekspertów tego instytutu, rozmawialiśmy o rodzajach suszy, o tym jak zmienia się sama Wisła, jaki wpływ ma na Polskę itd. Potem kontynuowaliśmy ten wątek nad morzem, a więc zawsze oprócz tego że ja fizycznie przemieszczam się i przechodzę kolejne kilometry i ta moja wędrówka jest takim kręgosłupem całej opowieści, to chyba dla nas najważniejsze są codzienne ciekawostki no i te rozmowy z ciekawymi osobami, które są naprawdę kompetentne w poruszanych zagadnieniach.                 

 

A.M.
Wspomniałeś wcześniej że jest też pomysł na wydanie książki o tej Twojej przygodzie w Tatrach, bo jednak to nie jest tylko przejście ale całość ma szerszy kontekst. Czego ta książka będzie dotyczyć, czego się czytelnik może spodziewać ?.  


M.W.
Napewno powielimy schemat który stworzyliśmy razem z Dominikiem Szczepańskim nad Wisłą. Jednymi słowy szkieletem opowieści będzie ta moja wędrówka, moje refleksje i moje przemyślenia, natomiast większość treści w tej książce będą stanowić rozmowy z osobami z którymi się spotykaliśmy i rozmawialiśmy. Będą też reportaże związane z ludźmi którzy mieszkają w tym miejscu albo bywają tutaj regularnie. Nie chcę zdradzać zbyt dużo, ale mogę zdradzić już to, że jesteśmy już umówieni na reportaż o ginących zawodach w Tatrach, o rodzinie Mardułów z Zakopanego, która od kilku pokoleń wytwarza skrzypce. Jest to rodzina lutników, natomiast przedstawicielka ostatniego pokolenia skończyła farmację i zajęła się prowadzeniem apteki, nie kontynuując tej rodzinnej tradycji wytwarzania skrzypiec. To będzie jeden z wielu reportaży jakie planujemy napisać.
Tak naprawdę przy Wiśle też nie planowaliśmy wydania książki. Napisaliśmy z Dominikiem książkę o Pustyni Gobi a o Wiśle namówiły nas do tego osoby które codziennie zaglądały na profil facebookowy i czekały na codzienne relacje okraszone zdjęciami Aliny Kondrad. Namówiły nas do tego abyśmy taką książkę wydali. Dominik napisał kilka książek i ja także, a łącznie sprzedaliśmy tych książek ponad pół miliona, co na Polskie warunki jest sporym wynikiem. Jednocześnie nie mieliśmy pojęcia jak wygląda proces powstawania książki, no bo dawaliśmy te nasze materiały do książki do redaktora z którym jeszcze pracowaliśmy przez pewien czas i na tym kończyła się nasza rola i wiedza. Uznaliśmy więc no dobrze, napiszemy książkę ale wydamy ją sami, nauczymy się tego wszystkiego na własną rękę. Założyliśmy wydawnictwo Neverending Stories, wydaliśmy książkę której zostały jakieś ostatnie egzemplarze. Książka okazała się sukcesem. Wiele osób i wydawnictw zaczęło nas namawiać abyśmy napisali książkę o "Morskich Opowieściach" czyli o przejściu wzdłuż Bałtyku. Staneliśmy w konfrontacji z realiami i uznaliśmy że ta historia się nie broni, że ten materiał który udało nam się zgromadzić nie jest wystarczający na książkę i nie bylibyśmy z niej zadowoleni. Zgromadziliśmy jednak wystarczająco dużo materiału by napisać reportaż dla National Geographic Polska, który okazał się reportażem okładkowym. To kolejna rzecz której nauczyły mnie wyprawy przez Polskę, że możesz dążyć do określonych celów najróżniejszymi drogami z których teraz jeszcze nie zdajesz sobie sprawy, że mogą cię do tego celu doprowadzić. Ja zawsze myślałem, oczywiście jako osoba związana z podróżami i jak wiele innych osób związanych z podróżami, wierzyłem i marzyłem o tym że kiedyś będę miał okładkę w National Geographic. Wiedziałem że do tego doprowadzi mnie jakaś kosztowna, wielka wyprawa która zrobi na wszystkich ogromne wrażenie. Tymczasem doprowadziło mnie do tego celu przejście wybrzeża Bałtyku. 

 

A.M.
Nie przejście Pustyni Gobi ale przejście wybrzeża Bałtyku.


M.W.
Nic innego tylko marsz wzdłuż wybrzeża Bałtyku i rozmowy z rybakami o tym jak to morze się zmienia.
                     

A.M.
Wracając w nasze Tatry. Przeszedłeś absolutnie wszystkie szlaki Polskich Tatr a wiele z nich wielokrotnie. Wracasz do domu i co dalej?
Pytaniem nawiązuję do tego co powiedziałeś wcześniej, że to żona zainspirowała Ciebie do podróżowania rowerami, ale jednak Twoje podróże powodują to, że Ciebie przez długi czas nie ma w domu.

 

M.W.
Rzeczywiście jest tak że kiedy jestem na wyprawie, to fizycznie w domu nie jestem dostępny i obecny, natomiast gdy nie ma mnie na wyprawie czas poświęcam rodzinie. Wiesz, jako osoba która zawodowo utrzymuje się z podróżowania, moje życie polega na tym że dziesięć miesięcy poświęcam na sprzedaż powierzchni reklamowej a dwa miesiące spędzam w podróży na którą pracowałem przez te dziesięć miesięcy. Rzeczywiście, kiedy patrzymy na ten układ z boku to wydaje nam się on nie fair, bo gościa nie ma, bo gdzieś tam chodzi po górach, chodzi po Grenlandii a w domu żona sama z dziećmi. Jednak przez te dziesięć miesięcy to ja opiekuję się dziećmi a moja żona pracuje na etacie, to ja odprowadzam je do szkoły, to ja gotuję, piorę, sprzątam. Tak więc prowadzę niezbyt interesujące życie kury domowej.

A.M.
Skoro jesteśmy przy kurze domowej. Skoro jesteś podróżnikiem, robisz to zawodowo i jest to dla Ciebie coś normalnego, w jaki sposób Ty, Twoja żona i dzieci spędzacie i czy potraficie spędzać normalne wakacje ?

M.W.
Jedziemy nad morze. Mamy swoje ulubione miejsce nad Bałtykiem i przez dwa tygodnie staramy się zupełnie odłożyć komputery i telefony, by spędzić czas ze sobą. To jest dla mnie, co może okazać się zaskakujące, najbardziej wyczekiwane dwa tygodnie w roku.

A.M.
Potrafisz całkowicie odciąć się od komputera i telefonu ?

 

M.W.
Tak, potrafię choć jest to duża sztuka i myślę że wiele osób które pracują jako freelancer tudzież niezależni, mają z tym problem i ja też miałem z tym problem, nawet bardzo duży. Myślę że miałem solidne pętle dopaminowe które wymagały we mnie ciągłego scrollowania i odświeżania treści. Bardzo długo nad tym pracowałem i po podjęciu drastycznych kroków, np. wycofałem się prywatnie całkowicie z facebooka, udało mi się nad tym zapanować.  
Natomiast z Bałtykiem i rodzinnymi wakacjami to jest śmieszna historia. Wiesz, ja wywodzę się z gór a moja rodzina rodzina pochodzi z Beskidu Żywieckiego i zawsze w tych górach byłem i jeśli miałem gdzieś jechać to najczęściej były to góry. Coraz rzadziej w Polsce, częściej były to Andy, prowadziłem grupy w góry wysokie, więc w tych górach przebywałem naprawdę często. Wizja spędzenia nad Bałtykiem dwóch tygodni nic nie robiąc, była dla mnie przerażająca. Zazwyczaj próbowałem się z tych wakacji rodzinnych jakoś wymigać, aż do momentu kiedy w Boliwii złamałem nogę i już nie miałem wymówki i nad ten Bałtyk musiałem pojechać. I zakochałem się w nim. Bo - no bo morze zawsze było dla mnie związane z takim stereotypowym obrazkiem cukrowej waty, chińskiej tandety, smażonej ryby która wcale nie pochodzi z Bałtyku, gigantycznej ilości ludzi otoczonych parawanami.
Znaleźliśmy jednak swoje miejsce, swoją taką cichą oazę, i oczywiście biorę poprawkę że w sezonie wakacyjnym tych ludzi jest tam sporo ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Liczy się tylko ten czas że jesteśmy wszyscy razem, że możemy naładować akumulatory przed nowym rokiem szkolnym.
     
     
A.M.
Zakończyłeś projekt tatrzański, teraz wakacje z rodziną. Jaki kolejny projekt chcesz zrealizować, co przed Tobą?


M.W.
Pod koniec października chcę wylecieć do Chile, skąd przedostanę się na Antarktydę i rozpocznę samotny marsz na nartach w stronę Bieguna Południowego. Od wybrzeża Antarktydy do Bieguna przejdę około 1200 kilometrów w całkowitej samotności. Myślę że cała trasa zajmie mi około 60 dni. Jest to wyprawa chyba jedna z najdroższych na świecie i do końca nie mogę być pewien czy uda mi się dopiąć budżet tej wyprawy i zrealizować ją.
Jeżeli ktokolwiek i jakkolwiek chciałby mi w tym pomóc, to może wejść na stronę www.biegunpoludniowy.pl i tam znajdzie wszystkie szczegóły.

 

 

Mateusz Waligóra 4

 

 

 

Ważniejsze wyprawy Mateusza Waligóry:

2022 – "Polish Greenland Expedition" - trawers Grenlandii na dystansie 600 km.
2021 - "Morskie Opowieści" - wyprawa wzdłuż wybrzeża Bałtyku
2020 – „Szlak Wisły”, piesza wędrówka wzdłuż rzeki Wisły, wytyczenie pierwszego pieszego szlaku łączącego góry z morzem;
2018 – „Walk the Gobi”, samotna wędrówka przez mongolską część Pustyni Gobi;
2016 – „Whiteout na Hardangervidda”, samotna, piesza wyprawa przez norweski płaskowyż Hardagervidda;
2015 – „Walk the Salar”, samotne przejście Pustyni Salar de Uyuni;
2013/2014 – „Walkabout. Canning Stock Route”, w 2013 pokonanie rowerem części trasy wspólnie z żoną Agnieszką, w 2014 samotny rowerowy trawers Canning Stock Route.
2011/2013 – „Rowerami na krańce świata”, rowerowa wyprawa przez najdłuższe pasmo górskie na świecie – Andy, razem z żoną Agnieszką.

 

http://www.mateuszwaligora.com/

 

 

 

Zdjęcia wykonane podczas realizacji projektu "Tatrzańskie Opowieści"

foto: Karolina Krasińska

www.karokrasinska.com

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 6

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 1

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 8

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 9

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 10

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 7

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 2

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 3

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 4

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 5

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 11

 

Pokrewne artykuły

Administratorem Twoich danych osobowych jest Fundacja Klubu Podróżników Śródziemie Aleja Podróżników KRS: 0000556344 na podstawie art. 6 ust. 1 lit. b RODO. Skontaktować się z nami możesz mailowo alejapodroznikow@gmail.com

Jeżeli chcesz wykorzystać materiały naszego autorstwa zamieszone na witrynie skontaktuj się z nami pod adresem alejapodroznikow@gmail.com zamiast kraść.