Nazwa użytkownika   Hasło   Pamiętaj mnie     Przypomnieć login?   Zarejestruj się  

Submit to FacebookSubmit to Google PlusSubmit to Twitter
 
MIEJSCA WYJĄTKOWE     MIASTA     GÓRY     WODA     PODZIEMIA     ZAMKI I PAŁACE     ZABYTKI SAKRALNE     PAROWOZOWNIE      SKANSENY    MUZEA     FORTY I TWIERDZE     EUROPA     ŚWIAT   KONKURSY     WSPIERAMY     CIEKAWOSTKI     MEDIA     NEWSY     REKLAMA

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 


Niesamowita wyprawa Oli i Lukasza po Azji  pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie

kolejny etap podróży:
Światła nad Bangkokiem

Dotarliśmy więc do stolicy.

Bangkok opisywano już miliony razy, każda kolejna opowieść o nim będzie więc powtórzeniem już istniejącej. Spodziewaliśmy się tutaj turystycznego zagłębia i znaleźliśmy je. Pięknych świątyń szukać nie trzeba, są właściwie wszędzie. W każdy wieczór otoczona hotelami ulica Khao San zamienia się w dyskotekę dla turystów. Widzieliśmy już takie miejsca zamienione w wielkie imprezownie w Katmandu czy Siem Reap, ale cały czas nie mogę się do nich przyzwyczaić. To też jest jednak część Tajlandii czy się to komuś podoba, czy nie.
Aby zwiedzić to niesamowite miasto wystarczy kupić w dobrej cenie bilet do Bangkoku - spakowac walizkę i lecieć
Stolica jest miastem potężnym, w porównaniu z którym laotańskie Vientiane czy khmerskie Phnom Penh prezentują się skromnie. Ogrom miasta, zamieszkiwanego przez 10 milionów ludzi poznaliśmy, próbując wydostać się na peryferia – czekały nas dwie godziny jazdy przez zakorkowane drogi i zatłoczone dzielnice. Miasto wydaje się nie mieć końca. Nawet spacer po historycznym centrum wokół pałacu królewskiego zamienia się w godzinny marsz. Komunikacja autobusowa jest dość sprawna, ale co z tego, jeśli nie wiadomo jaki autobus zatrzymuje się w którym miejscu? W europejskim mieście numery autobusów zatrzymujących się na przystanku są na nim zazwyczaj wyraźnie podane. W Bangkoku musieliśmy pytać się lub zgadywać, rozkładu jazdy i spisu zatrzymujących się autobusów bowiem brak. Na szczęście kierowcy i ich sprzedający bilety pomocnicy są zazwyczaj uczynni. Od chwili przyjazdu dziwi nas, jak przyjaźnie traktują nas w kraju, gdzie turystów powinni mieć wszyscy dość.
Okolice Khao San pełne są takich jakich jak my, turystów, coraz częściej widzimy jednak inną kategorię ludzi. Są to Europejczycy, Amerykanie bądź Australijczycy, którzy zostawiwszy w ojczyźnie swoje domy zdecydowali się resztę życia spędzić w tropikalnym raju. Polityka imigracyjna Tajlandii jest dość luźna, wystarczy więc, że co miesiąc odnowią swoja wizę wyjeżdżając na pół dnia do któregoś z sąsiednich państw i mogą wrócić na kolejnych kilka  tygodni. To jeden ze sposobów na niekończące się wakacje. Niektórzy rozwiązują kwestię pobytu inaczej, ale jak – nie wiemy. Turystyczne zagłębie wokół Khao San pełne jest jednak facetów, na oko 50-letnich, całe dnie spędzających przy knajpianych stolikach. Ich śmiechy i głośne dyskusje słychać z daleka. Towarzyszą im czasem dwie – trzy Tajki. Wraz z nimi śmieją się i popijają piwo. W normalnych okolicznościach taki widok nie byłby codziennością. Ale co to znaczy: „w normalnych okolicznościach”? Khao San rządzi się swoimi prawami.
Tego samego dnia, w kafejce internetowej, zajrzałem przez ramię siedzącej obok dziewczynie. Zastanowiła mnie w pierwszej chwili Tajka pisząca po angielsku. Dopiero po chwili niedyskretnego podglądania zobaczyłem, że konwersuje przez Skype ze sporo starszym od siebie Europejczykiem. Z drugiej strony globu napływały obietnice szybkiego przyjazdu do Tajlandii i bycia razem. Dziewczyna zbywała je krótkimi komentarzami i łamanym angielskim zapewniała o niegasnącym uczuciu.
Zjawiliśmy się w Tajlandii akurat teraz, gdy potężne powodzie pustoszą wiele miejsc w kraju. Stolica żyje swoim rytmem i trzeba opuścić centrum miasta by zdać sobie sprawę z katastrofy. Północne dzielnice zalane są wodą, zamiast pojazdów, które przewidujący właściciele zaparkowali na okolicznych wiaduktach, między domami krążą łódki. Obowiązującym dodatkiem mieszkańców stały się kalosze. W dzielnicach położonych nad rzeką niemal wszystkie sklepy i warsztaty ogrodziły swoje wejścia estetycznymi murkami ze schludnie otynkowanych pustaków, które klienci muszą pokonać dużym susem. Lotnisko krajowe przypomina basen, do którego ktoś, dla zabawy, powtykał samoloty. Pozostawione w miejscu maszyny leżą brzuchami na wodzie. Przerwana jest też linia kolejowa na północ, o czym przekonaliśmy się, próbując odwiedzić słynne ruiny w Ayutthaya. „Pociągu nie ma”. „A kiedy będzie?”. „Nie będzie”. Nie pozostawało więc nic innego jak zostać w mieście.
Wezbrane wody rzeki Chao Phraya, przepływającej przez stolicę, pokrzyżowały nie tylko nasze plany. Właśnie podczas naszego pobytu, w pełnię ostatniego miesiąca tajskiego kalendarza księżycowego, wypadło Loi Krathong, Święto Światła. Tego dnia Tajowie oddają cześć duchom żyjącym w rzekach oraz celebrują zakończenie pory suchej i nadejście monsunu, który obiecuje przyszłe plony. Na wodę puszczane są lampiony wykonane z kwiatów i liści bananowca, a w powietrze lecą papierowe lampiony unoszone powietrzem rozgrzanym przez palący się w nich płomień.
Najpiękniejsze obchody Loi Krathong mają miejsce w Chiang Mai, które już opuściliśmy. Szkoda. Liczyliśmy na to, że także w Bangkoku unosić się będą w powietrze tysiące świateł, zamieniając całe niebo w jeden wielki fajerwerk. Poważnie – jeśli wierzyć setkom fotografii zrobionym w czasie tego święta, a potem wrzuconym w internet, niebo w Chiang Mai, pokryte jest tysiącami frunących lampionów. Stolica zawiodła nas nieco. Tłumy mieszkańców spędzały wolny wieczór w wypełnionych po brzegi restauracjach, w niebo strzelały fajerwerki, ale na głównym moście miasta lecących ku niebu świateł było jak na lekarstwo. Ot, pojedynczy lampion wzbijał się co pół minuty do góry, na niebie wisiało kilkanaście innych, nie było to jednak to, czego się spodziewaliśmy. Siedzieliśmy jednak pod pylonem mostu, oglądając bawiących się świetnie ludzi, a pomarańczowe światła wznosiły się wysoko ponad miasto. Nad brzegiem wezbranej rzeki dziesiątki par i rodzin puszczały na wodę świeczki i kwiaty. Kilku mężczyzn, po kolana brodzących w wodzie, długimi kijami spychało je w główny nurt.
Tajska stolica może przytłaczać, ma jednak wiele uroku. Zwłaszcza gdy w któreś wczesne popołudnie, gdy przezorni mieszkańcy chowają się przed upałem we wnętrzach domów i na ulicach robi się pusto. Kolory świątyń i pałacu królewskiego są wtedy najbardziej intensywne. Spacer przez miasto będzie męczący, ale warto. Zdecydowanie warto!

Bangkok

China Town w Bangkoku. Chińskie dzielnice w tej części świata są bardziej “chińskie” niż samo Państwo Środka. Może dlatego, że ich mieszkańcy właśnie tak wyobrażają sobie swój kraj! No cóż, może 30 lat temu…

Bangkok

Nigdy wcześniej nie widzieliśmy buddyjskiej światyni tak pełnej jak właśnie tu, w święto Loi Krathong.

Bangkok

Kolory buddyjskich stup w światyni Wat Pho

Bangkok

Nowicjusz z Wat Pho sam poprosił o zrobienie mu tego zdjęcia. Gdy podziękowałem z uśmiechem usłyszałem “sto bathów”. Ech… :)

Bangkok

Wat Pho, posąg spoczywającego Buddy (46 metrów!)

Bangkok

Bardzo niefajnie…

Bangkok

Światło na rzece

Bangkok

Lampiony wypuszczane w niebo w święto Loi Krathong.





Aleksandra Nikiel
O sobie mówi, że ma “jedno oko na Maroko, drugie na Kaukaz” (choć jedynie w przenośni : ). Absolwentka Romanistyki i Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Uwielbia język francuski i fascynuje się Wschodem. Podróżowała m.in. po Maroku, Ukrainie, Bułgarii, Gruzji i Wschodniej Syberii.
http://www.shangri.pl/wp-content/uploads/2010/03/ola_foto.jpg

Łukasz Supergan
Taternik i fotograf, członek Klubu Wysokogórskiego Warszawa. Podróżował po Europie Środkowo-Wschodniej, wspinał się w Tatrach i Alpach. W 2004 roku jako pierwszy człowiek samotnie przeszedł Łuk Karpat, pokonując terytoria pięciu krajów: Rumunii, Ukrainy, Polski, Czech i Słowacji. Zdobywca kilkunastu czterotysięcznych szczytów alpejskich. Autor artykułów w magazynach górskich i podróżniczych, relacje i zdjęcia publikuje na stronie www.lukaszsupergan.com.
http://www.shangri.pl/wp-content/uploads/2010/03/lukasz_foto.jpg

Trasa wyprawy
“Droga do Shangri-la” – nazwa tej podróży nawiązuje do mitycznej krainy, położonej w jednej z dolin Himalajów Tybetu. Jak głosi legenda kraj ów, rządzony przez sprawiedliwych lamów buddyjskich, jest ostoją pokoju i sprawiedliwości,  a jego mieszkańcy żyją w harmonii ze sobą i otaczającymi ich górami. Nikt nie wie, gdzie owo miejsce leży, a wędrowiec, który przypadkiem tam zawita już nigdy nie może go opuścić. Wyruszamy w tę drogę szukając naszego Shangri-la, miejsca pokoju i równowagi.
Naszym celem jest okrążenie w ciągu osiemnastu miesięcy kontynentu azjatyckiego.
Wyruszając z Polski obierzemy kierunek południowo-wschodni, by znaleźć się w Turcji. Następnym celem będą Syria i Liban. Wczesną zimą dotrzemy do Iranu, stamtąd zaś do Indii.
Wiosnę poświęcimy na treking w Himalajach Indii i Nepalu oraz pakistańskim Karakorum. Kolejnym etapem będą Chiny i Azja Południowo-Wschodnia, skąd przedostaniemy się do Mongolii. Po spenetrowaniu gór Ałtaj udamy się do Rosji, następnie do Kazachstanu i sąsiednich  republik: Kirgistanu, Tadżykistanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu. Ostatnim etapem naszej podróży będzie pokonanie Morza Kaspijskiego oraz krajów Kaukazu, skąd przez Morze Czarne wrócimy do Europy.
Trasa wyprawy


relacja z wyprawy dzień po dniu
http://www.shangri.pl/


podziemia

podziemia

miasta

miasta

zamki i pałace

zamki i palace

skanseny

skanseny

parowozownie

parowozownie

muzea

muzea

miejsca wyjątkowe

miejsca wyjatkowe

forty i twierdze

forty i twierdze

zabytki sakralne

zabytki sakralne

Woda

spływy kajakowe

splywy kajakowe

polecane rejsy

polecane rejsy

imprezy

imprezy wodniakow2

Żaglowce

Góry

rajdy, zloty

rajdy i zloty

imprezy górskie

imprezy gorskie

szkolenia

szkolenia porady

testy sprzętu

testy sprzetu

przewodnicy

baza przewodnikow

schroniska

schroniska gorskie

fotorelacje

fotorelacje

wyprawy

wyprawy

serwisy pogodowe

 SERWIS POGODOWY

komunikaty GOPR, TOPR

 
komunikaty GOPR TOPR

 

 

 

mapy Tatr online

 

Małopolska Gościnna

SKANSENY I MUZEA PLENEROWE W MAŁOPOLSCE 3   Zamki i obiekty obronne w Małopolsce 2  PODZIEMIA W MAŁOPOLSCE 2
 
 
Wybrane i polecane szlaki rowerowe
 

Aleja Podróżników, Odkrywców i Zdobywców

 
 
 
testy sprzętu outdoorowego
 
gmina Złoty Stok atrakcje
 

Polecamy

Obiekty UNESCO w Polsce

 
Polskie obiekty na Liście UNESCO
 
Szczyty Tatr Polskich alfabetycznie
 

szczyty pasm górskich w Polsce

 
niebezpieczne zwierzęta w Polsce
 
najbardziej niebezpieczne lotniska na świecie
 
najniebezpieczniejsze rośliny świata
 
najwyższe drzewa świata
 
najdłuższe mosty świata
 
najdziwniejsze budynki świata
 

Odwiedza nas 111 gości oraz 0 użytkowników.